Blog o perfumach zapomnianych i vintage
sobota, 31 marca 2012
Wyszukane na laparfumerie.org. Wybór i tłumaczenie własne.
Odznaki prawdziwego perfumaniaka. Jesteś nim, jeśli
1. W Twojej torbie zawsze znajdzie się coś do polania nadgarstków, łokci i kolan bliźniego.
2. Zawsze masz przy sobie puste atomizery. Wychodząc z domu, nigdy nie wiesz, co Ci skapnie.
3. Wyjeżdżając na urlop, jako pierwsze kładziesz do walizki flakony – po dwa na każdy dzień, dwa na zapas i paczuszkę próbek do testów. W zasadzie nie wiesz, o co chodzi z tym urlopem – szkoda rozstawać się z szafką z perfumami.
4. Jeśli flakony wypadają Ci z szafki, kupujesz nową. To juz trzecia, ale się nie skarżysz.
5. Nie wierzysz w podróbki i nigdy ich nie spotykasz. To, czego szukasz, nikt nie podrabia, a tego, co się podrabia, nie chcesz za darmo.
6. Konsultantów w perfumeriach traktujesz ze zdziwieniem. Menadżerów marek – z rozdrażnieniem. Reklamę producenta – z nienawiścią.
7. W odpowiedzi na prośbę doradzić najbardziej seksualne perfumy dla dwudziestoletniej blondynki, znak horoskopu – Panna, możesz kogoś niechcący obrazić.
8. Tak, w testerze jest ten sam płyn, co w zwykłym flakonie. Zmęczyło Cię już to pytanie.
9. Perfumy mogą być przechowywane o wiele dłużej, niż tego chcą producenci. Masz kilka flakonów z czasów I wojny światowej i one jeszcze są całkiem całkiem.
10. Jesteś absolutnie przekonany, że kiedyś wszystko było lepsze. Przez ostatnie dwadzieścia lat perfumeria stacza się po równej pochyłej.
11. Nie możesz przypomnieć, kiedy nosiłeś te same perfumy dwa dni pod rząd.
12. Zauważasz, które perfumy nie podobają się Twojemu kotu.
13. Wiesz, co to jest szypr i fougere.
14. Masz nadwerężone stawy łokciowe od nieustającego podnoszenia nadgarstków do nosa.
15. O 3 nad ranem możesz nazwać przynajmniej 6 marek perfumeryjnych, nieznanych nikomu z Twoich znajomych.
16. 20 flakonów to dla Ciebie zdecydowanie za mało.
17. Wybierając szampon, zastanawiasz się, czy pachnie szyprowo, kwiatowo czy piżmowo.
18. Znasz nowości wcześniej, niż pojawiają się (o ile) w perfumerii.
19. Twoja wiszlista jest całkowicie zajęta przez niedostępne w sprzedaży aromaty.
20. Członkowie Twojej rodziny nie wiedzą dokładnie, ile masz flakonów. Na pytanie „ile?”– odpowiadasz – „tylko trochę”.
21. Wiesz, jakich perfum używa Twój szef, nie pytając go o tym.
22. Szukasz zawsze dezodorantów bezzapachowych.
23. Zaczynasz dzień buszując na blogach perfumowych, kilku forach o perfumach i na Allegro i /lub Ebay.
24. Możesz kupić perfumy dla flaszki.
25. Codziennie szukasz usprawiedliwienia dla swojego hobby, ale i tak nic do głowy Ci nie przychodzi.
26. Oglądając film, wypatrujesz perfum na komodzie głównej bohaterki.
27. Wąchając kwiaty, szukasz w głowie perfum, w których ich użyto.
28. W gościach próbujesz myszkować w łazience za perfumami właścicieli.
29. Najstraszniejszą chorobą po raku i AIDS dla Ciebie jest katar.
30. Nie ma złej pogody. Śnieg w lipcu to dla Ciebie jeszcze jedna okazja do założenia Winter Delice od Guerlain.
31. Odróżniasz czerwoną róże od białej w zapachu. Przynajmniej próbujesz.
32. W odpowiedzi na pytanie, czym pachniesz, wygłaszasz piętnastominutowy referat na temat historii marki, składników i horroru kolejnej reformulacji.
 

Interesujący i ważny artykuł Wiedźmy z Podgórza o syndromie szkolholmskim i patriarchacie:

http://pracownia-alchemiczna.blogspot.com/2012/03/zadanie-domowe.html#comment-form

Najpierw garść suchych informacji, które w całości zaczerpnęłam z książki "Podstawy perfumerii" autorstwa W. Burda i I. Konopackiej:

IFRA - International Frangrance Association (Międzynarodowe Stowarzyszenie Substancji Zapachowych). Utworzone zostało w w 1973 roku w Genewie przez producentów substancji zapachowych. Celem IFRA jest tworzenie reguł i zasad produkcji i stosowania substancji zapachowych. Stowarzyszenie wydaje "Wskazówki" zwane często "Standardami IFRA". Dotyczą one wyłącznie bezpieczeństwa stosowania substancji zapachowych i nie są normami jakościowymi, obejmują natomiast "dobre praktyki produkcyjne". Zespoły ekspertów IFRA  zbierają i analizują wszystkie dostępne, publikowane i niepublikowane informacje o substancjach zapachowych i na tej podstawie formułują "Wskazówki".

Naturalne surowce zapachowe, które stosowanie w kompozycjach zapachowych do kosmetyków, jest zakazane wg Wskazówek IFRA:

Kalafonia,

surowe dziegcie brzozowe,

absolut herbaty,

olejek komosy piżmowej,

olejek z kory massoia,

absolut liści figowych,

olejek korzenia elecapmane,

olejek cade surowy,

olejek savinowy,

olejek werweny cytrynowej,

żywica styraksu surowa,

olejek melisowy,

balsam peru,

olejek kostusowy,

olejek santolinowy.

Naturalne surowce zapachowe, których stosowanie w kompozycjach zapachowych do kosmetyków jest wg Wskazówek IFRA ograniczone (co do ilości składnika lub sposobu jego ekstrakcji):

olejek z korzenia arcydzięgla (fototoksyczny),

olejek tatarakowy,

dziegieć brzozowy,

nagietkowy (fototoksyczny),

kasjowy, cynamonowy z kory; limetkowy wyciskany, z gorzkiej pomarańczy, bergamotowy, cytrynowy wyciskany, mandarynkowy z liści, grapefruitowy wyciskany, cytrusowe, olejki zawierające limonen (fototoksyczne);

ekstrakt opoponaksu,

kuminowy (fototoksyczny);

ekstrakty mchu dębowego,

ekstraktu styraksu,

absolut werweny cytrynowej,

ekstrakt balsamu peru,

olejek rutowy,

ekstrakty mchu drzewnego,

acetylowany olejek wetywerowy.

Jest także przedstawiona olbrzymia lista substancji syntetycznych, którą z powodu długości tu pomijam i odsyłam zainteresowanych do strony IFRA ifraorg.org.

Następny interesujący cytat:

Istotnym ograniczeniem wprowadzonym 23 lutego 2003 roku jest tak zwana 7 poprawka do dyrektywy kosmetycznej (dyr. 2003/15/EC Parlamentu Europejskiego). Odnosi się ona do 26 substancji zapachowych, które w oparciu o badania dermatologiczne (ich wiarygodność i była i jest kwestionowana) zostały przez Komitet Naukowy Kosmetyków i Produktów Nieżywnościowych (SCCNFP) uznane za takie, które mogą powodować reakcje alergiczne u osób wrażliwych na substancje zapachowe i w związku z tym zachodzi potrzeba ograniczenia sich stosowania lub wprowadzenie pewnych warunków dotyczących oznakowania wyrobów z tymi składnikami. Składniki te zostały dołączone do Załącznika III do dyrektywy 76/768/EEC, a także do załącznika do polskiej ustawy o kosmetykach. Te substancje to:

Amyl cinnamal (zapach, przypominający jaśmin),

Amylcinnamyl alcohol (udaje hiacynt),

Anisyl alcohol (zapach anyżku),

Benzyl alcohol (substancja o lekko słodkawym, delikatnym, migdałowym zapachu - za wizaz.pl),

Benzyl benzoate (benzoesan benzylu),

Benzyl cinnamate (składnik kompozycji miodowej, ananasowej i jagodowej. Wykorzystywany do produkcji ambry syntetycznej - wg kosmopedia.org),

Benzyl salicylate (składnik pochodzenia naturalnego - olejek eteryczny z goździka - wg. zdrowe-kosmetyki.pl),

2-(4-tert-Butylbenzyl)-propionaldehyde (aldehyd imitujący zapach konwalii),

Cinnamal (imituje zapach jaśminu),

Cinnamyl alcohol (imituje hiacynt),

Citral (aromat cytrusowy),

Citronellol (imituje zapach róży i geranium),

Coumarin (imituje zapach świeżego siana),

Eugenol (składnik pochodzenia naturalnego o zapachu goździków),

Farnesol (o zapachu konwalii),

Geraniol (imituje różę - wyciąg z geranium),

Hexyl Cinnamylaldehyde (imituje zapach jaśminu),

Hydroxycitronellal (konwalia),

Hydroxymethylpentylcycloxene carboxaldehyde (zapach liliowy, fiołkowy),

Isoeugenol (imituje zapach goździków),

d-Limonene (zapach cytryny),

Linalol (składnik naturalny, podobny do zapachu konwalii),

Methyl heptine carbonate (imituje zapach soczystych owoców),

3-Methyl-4-(2,6,6-trimethyl-2-cyclohexen-1-yl)-3-buten-2-one (imituje zapach irysów lub fiołków),

Oak moss extract (ekstrakt mchu dębowego),

Treemoss extract (ekstrakt mchu drzewnego).

Poprawka do dyrektywy w zasadzie nie ogranicza stosowania tych substancji. Ma ona na celu zapewnienie użytkownikom wyrobów zawierających te składniki właściwej informacji i możliwości unikania produktów, których nie tolerują. Zgodnie z tą poprawką, jeżeli zawartość któregoś z tych składników przekracza 0,001% w produktach pozostających na skórze, to składniki te muszą być wymienione w obowiązkowych spisie składników na etykiecie.

Składniki objęte 7 poprawka występują w kompozycjach zapachowych jako syntetyki, ale także jako składniki olejków eterycznych. (...)Wynikiem wdrożenia tego przepisu z jednej strony jest rozszerzenie listy składników na etykiecie, a z drugiej nacisk producentów wyrobów na dostawców kompozycji, aby unikali stosowania objętych 7 poprawką składników. w większości przypadków jest to nie możliwe, ponieważ eliminacja, umieszczonych na liście potencjalnych alergenów, takich jak limonen, cytral,m linalol, eugenol, izoeugenol, alkohol benzylowy itd., wymagałoby rezygnacji ze stosowania takich olejków jak cytrusowe, lawendowe, różany i wiele innych, bez których stworzenie dobrej kompozycji jest niemożliwe.

Dla przykładu potencjalne alergeny występujące w Chanel no 5 (wg przybliżonej receptury, przy założeniu 20% zawartości kompozycji w perfumach) to:

Oak moss extract 0,1%

Linalol 3,4% (+ ex. olejek różany, olejek ylangowy)

Coumarin 1,6%

Geraniol 1,5% (+ ex. olejek różany, olejek ylangowy)

Hydroxycitronellol 1,2%

Eugenol 0,4% (+ ex. olejek różany)

Cinnamyl alcohol 0,3% (ex. styraksu rezynoid)

Citronellol 0,1% (ex. olejek różany)

Limonene 0,07% (ex. ol. cytrynowy)

Benzyl benzoate 0,01% (ex. olejek ylangowy)

Oznacza to, że skład wg INCI (Międzynarodowe Nazewnictwo Składników Kosmetyków) na etykiecie tych perfum powinien wyglądać następująco:

Alcohol, Aqua, Parfum, Linalool, Coumarin, Geraniol, Hydroxycitronellol, Oak Moss Extract, Eugenol, Cinnamyl alcohol, Citronellol, Limonene, Benzyl benzoate.

Warto jeszcze raz podkreślić, że objęte 7 poprawką, substancje nie są alergenami, a tylko mogą nimi być w konkretnych przypadkach osób uczulonych na substancje zapachowe. Nieporozumieniem jest używanie w stosunku do tych substancji określenia "alergeny" zamiast prawidłowego "potencjalne alergeny".

Tyle tytułem suchych faktów. Wnioski nasuwają się same. Pozwólcie, że wam je tutaj przytoczę:

1. IFRA to ciało doradcze, istniejące w ramach wzajemnego porozumienia dostawców substancji zapachowych i która z tej racji nie jest wrogiem tychże dostawców. Jej dyrektywy mają charakter pomocniczy i nie są obowiązkowe dla dostawców substancji zapachowych, dążą do stwarzania "dobrych praktyk" unikania potencjalnych alergenów lub ich zastępowania innymi składnikami.

2. Dyrektywa i jej 7 poprawka odnośnie ograniczenia stosowania określonych składników nie pochodzi od IFRA (co nie oznacza, że wyżej wzmiankowana nie była jej promotorem lub lobbystą), lecz za nią stoi Komitet Naukowy Kosmetyków i Produktów Nieżywnościowych (SCCNFP) przy Parlamencie Europejskim, który wszakże zaleca jedynie umieszczenie na etykiecie potencjalnych alergenów, jeśli nie ma możliwości ich całkowitej eliminacji z perfum (ze względu na specyfikę kompozycji perfumeryjnych).

3. Na powyższej liście większość składników jest pochodzenia syntetycznego - 15 na 11 pochodzenia naturalnego. Nie jest ona skierowana tylko na producentów składników naturalnych.

Podsumowując, reformulacje (zamiana składników lub ich proporcji w ramach jednego zapachu), czyli zło powszechne, zmora każdego perfumaniaka, nie jest w większości spowodowana przez złą wiedźmę IFRA, lecz przez koncerny, do których należą marki - najprawdopodobniej w celu zmniejszenia kosztów wyprodukowania perfum. Proporcja to jakieś 99% do 1% spowodowanych przez poprawkę do dyrektywy kosmetycznej autorstwa SCCNFP (a pośrednio także i IFRA). Tak to przynajmniej widzi Roja Dove, profesor perfumerii, autor licznych kompozycji bespoke perfumerie (perfum na ind. zamówienie), założyciel i nos niszowej marki Roja Dove Perfumes. Na tę chwilę nie mogę znaleźć link do tego wywiadu w internecie, przy najbliższej okazji wyleczenia amnezji koniecznie go tutaj wstawię;) Aby się podeprzeć autorytetem, że tak powiem:) <edit> No i nie znalazłam, choć przeryłam masę wywiadów z nim, ale ta nuta powtarza się wielu jego wypowiedziach w mniej lub bardziej bezpośredni sposób <maria>

IFRA występuje najprawdopodobniej w roli kozła ofiarnego, na którego zwala się całe zło świata perfumeryjnego oraz jako przykrywka niecnych manipulacji koncernów - właścicieli marek. Oprócz roli własnej - zwiększenia bezpieczeństwa w stosowaniu kosmetyków, w tym także perfum .

Obszerny cytat pochodzi z książki "Podstawy perfumerii" Bruda i Konopackiej-Brud. To nie ostatniej pojawienie się tej wspaniałej skarbnicy wiedzy wszelakiej tutaj.

piątek, 30 marca 2012

Czyli jaka marka do jakiego koncernu należy. Wszystkie informacje pochodzą z pozycji "Podstawy perfumerii" (patrz post niżej).

Procter&Gamble: Anna Sui, Christina Aguilera, D&G, Dunhill, Escada, Ghost, Giorgio Beverly Hills, Gucci, Boss, Patou, Lacoste, Laura Biagiotti, Valentino.

L'Oreal: Body Shop, Cacharel, Diesel, Giogrio Armani, Laroche, Helena Rubinstein, Lancome, Lanvin, Paloma Picasso, Ralph Lauren, Victor&Ralph.

LVMH: Benefit, Dior, Fendi, Guerlain, Givenchy, Kenzo, Loewe, Donna Karan, Marc Jacobs, Pucci, Sephora.

Henkel: Krizia.

Shiseido: Issey Miyake, Jean Paul Gaultier, Narciso Rodriguez, Serge Lutens, Shiseido, Zirh.

Estee Lauder: Aramis, Clinique, Estee Lauder, Jo Malone, Michael Kors, Perscriptives, Sean John, Tom Ford, Tommy Hilfiger.

Chanel: Chanel.

Caron: Caron.

Coty: Adidas, Calvin Kelin, Celine Dion, Cerruti, Chloe, Chopard, Coty, David Beckham, Davidoff, Esprit, Gwen Stefani, Jil Sander, Jennifer Lopez, Jovan, Joop, Kate Moss, Kenneth Cole, Kylie Minogue, Lagerfeld, Nikos, Pierre Cardin, Sara Jessica Parker, Vera wang, Vivienne Westwood.

Yves Rocher: Yves Rocher, Isabel Derroisne.

Amore Pacific: Lolita Lempicka, Castelbajac.

Clarins: Azzaro, Thierry Mugler.

Puig: Antonio Banderas, Carolina Herrera, Myrurgia, Nina Ricci, Paco Rabanne, Prada, Puig.

niedziela, 25 marca 2012

Obecnie wgryzam się w tę oto książkę. Jest to podręcznik perfumerii dla studentów chemii i kosmetologii, czyli w tej chwili w języku polskim najbardziej szczegółowy zbiór wiadomości w tym temacie. 

W swoim czasie przeczytałam chyba wszystko, co po polsku w temacie zostało wydane, puściłam w większość w świat (to, co mam, niedługo opiszę - Wielka Księga Perfum Pavii i Marzenie we flakonie Jellinka); tej książki na pewno się nie pozbędę. Zawiera ona bowiem mnóstwo wiedzy encyklopedycznej; niestety niewolna od błędów, w tym merytorycznych, które, nawet ja profesjonałem przecież nie będąc, wyłapałam od razu. Czuć tu rękę nie perfumisty, lecz chemika, i ta specjalistyczna wiedza jest bezcenna.

Jest tu spis najczęściej stosowanych składników kompozycji perfumeryjnych, zwierzęcych, roślinnych, żywic, chemicznych; sposoby pozyskania składników, tworzenia kompozycji. Wszystko opisane nader szczegółowo i wyczerpująco. Nie raz w swoich recenzjach i opisach powołam się na tę nieocenioną pozycję.

Jeśli do czego bym się przyczepiła, to do ceny (80 zł!), bardzo słabej szaty graficznej (fatalne zdjęcia:(), kredowego błyszczącego papieru (przez co 300-stronicowe dzieło waży kilogram! i jest słabo czytelne przy sztucznym świetle). No i te błędy... Eau Savage a nie - prawidłowo -  Sauvage, do tego przypisane Rochas zamiast Dior, Rochas pisane bez s; Dolce Vita datowana 1955 rokiem, Ungaro pisane Angaro... Mnóstwo tego jest, a przecież to podręcznik!

Dalsze wrażenia już wkrótce:)

Aha, i najważniejsze akcja szypr trwa! Dzisiaj w Cabochard Gres (dzięki Odarpi!!!)

 

sobota, 24 marca 2012

Dzisiaj Perfumami Dnia są Ma Griffe Carvena, autorstwa Jeana Carles'a, nosa takich znanych aromatów, jak Tabu Dana (1932), Schocking Elsy Sciaparelli (1937), Miss Dior 1947 (we współpracy z Paulem Vacherem). Ma Griffe (1946) - Mój Podpis - znajduje się w zacnym towarzystwie i warto przyjrzeć się mu bliżej.

Ta wersja zapachu, którą ja posiadam, nie pochodzi z 1946 roku - jest to pdt (parfum de toilette) lat 80-tych albo 90-tych, która wygląda tak:

Foto ściągnięte z internetu. Moja flaszka przybyła z Portugalii, w bardzo dobrym stanie, wszystkie nuty są na miejscu.

Początek każe nam się zastanawiać, czy ten zapach został dobrze sklasyfikowany jako kwiatowy szypr. Otwiera się bowiem  mocnym uderzeniem "mydlanych" aldehydów, które mocno podbijają w górę nutę gardenii i cytryny. Nie ma obowiązkowej świeżej nuty bergamotki w nutach głowy. Moja gorąca skóra w ekspresowym tempie przewija film otwarcia, gardenia i soczysta cytrynka znikają po dosłownie minucie, wchodzi kwiat pomarańczy, potem wsparta na aldehydach mości się róża z jaśminem - klasyczny akord francuski, znany nam dobrze z Piątki Chanel i Arpege, lecz umieszczony dość nietypowo, bo nie w nucie serca. 

Jakże szybko następuje kardynalny przełom, rubież, granica. Nie ma płynnego przejścia, jest wyrwa, po której zapach odwraca kota ogonem, jakby postanowił, że dość tego udawania, przymilania się, że jedna nie warto;) "Serce" bowiem serwuje nam niespodziankę, główną bohaterką której jest jakże perfumeryjnie brzmiący składnik - asafoetyda, inaczej czarcie łajno lub smrodzieniec, gumożywica pozyskiwana z korzeni i kłączy zapaliczki cuchnącej. Wszystkie te wiele brzmiące nazwy są w pełni usprawiedliwione, zapewniam:) Nuta serca pachnie po trosze goryczką startej skórki cytrynowej, gorzkim pudrem mimozowym, styraksem. Świerzbi i kręci w nosie, niepokoi. Zapach staje się gorzki, kurzy się i w tym momencie przypomina mi się klasyczna "babcina szafa", często używane określenie dawnych zapachów na forach perfumeryjnych, stała bywalczyni tematów o perfumach vintage. Jeśli ktoś chcę poznać tę starszą panią z bliska, ona tutaj mieszka. Pani jest narowista i żwawa; czerstwa z niej staruszka - i nie ma zamiaru się komukolwiek podobać. Gorycz nie ustępuje ani na chwilę, starsza pani zmusza nas do prostowania pleców i trzymania głowy wysoko, przypomina, że chęć przypodobania się każdemu to kiepski pomysł na życie. Starsza pani jest feministką! Jej "podpis" jest z pazurem (inne tłumaczenie wyrazu "griffe", nazwa to gra słów).

Zapach cichnie po kliku godzinach, powoli staczając się w bazę. Nie ma w tej bazie ambr ani cielesnych piżm, jest za to styraks, wetiweria i mech dębowy. Benzoina i piżmo zaznaczone, ale to zmyłka dla naiwnych. Stara zołza nie ma zamiaru z nikim się godzić ani za nic przepraszać. Do końca pozostaje sobą i nie przestaje drzeć kotów z naszym nosem;)

Jeśli ktoś lubi starą Miss Dior, stary - sprzed nowego wcielenia Bandit, Sikkim; proszę tędy.

Uwielbiam takie przekorne, zadziorne zapachy. Jednak jest to szypr, przewrotny, bo na początku udaje i oszukuje nas aldehydowo-kwiatowym wstępem w stylu Rive Gauche i First, ale rozwija się i zaskakuje; piramida jego nie jest tylko ozdobą, jak u wielu współczesnych zapachów, wywalających od razu kawę na ławę. Tego aromatu nie sposób ocenić w ciągu 5 sekund podczas krótkiej wizyty w perfumerii;) Lubię ten zapach, bo przygoda z nim to jazda po bandzie i nie dla każdego. Zero słodyczy, przytulności, nic o jedzeniu, naręcze kwiatów tylko po to, żeby dostać nim w twarz i podrapać się kolcami. Doskonały zapach na manifę i do rozmowy z szefem o podwyżkę:)

piątek, 23 marca 2012

Dzisiaj z rana bez zastanowienia chwyciłam odlewkę klasycznego Scherrera.

Mam go w odlewce, bo z dalekiej Ameryki flakon przyszedł z zepsutym atomizerem i w trakcie zdejmowania atomizera ułamała się szyjka butelki. Perfumy (woda toaletowa) powędrowały do dwóch brzydkich atomizerków, a w trakcie przepsikiwania strzykawką narobiły nam takiego zapachu!

Pamiętam, że wtedy po raz pierwszy na sobie poczułam obezwładniającą zieloną, świetlistą nutę (wg fragrantiki - tzw. zielone nuty i porzeczki), która kręciła mi w nosie przez jakieś półgodziny, a potem gdzieś sobie poszła, ucichła i zapomniałam o zapachu.

Dzisiaj w ramach nowej akcji "jest wiosna - codziennie inny szypr" założyłam Scherrera w nadziei, że tamto cudowne zielone światło powróci i znów mnie opromieni. Niestety, dzisiejsza pogoda nie dla niego. Nuta górna w ogóle nie zagrała, od razu zabrzmiały nuty serca, po kolei: gardenia, nieśmiała różyczka i irys, stopniowo zanikały, gdyż na scenę wgramolił się cedr w towarzystwie... cywety i piżma. Nie ma tego złego... Od teraz z niczym cywety nie pomylę - ta zwierzęca, ostra nuta nie dawała mi spokoju przez cały czas trwania zapachu (dyskretnie rozglądałam się w komunikacji miejskiej, czy nikt nie zatyka nosa i nie ucieka ode mnie chyłkiem - ofiar w ludziach na szczęście nie było). Dzisiaj w palecie Scherrera dla mnie została wybrana nuta cedru okraszona afrykańskim kotem, a ściśle mówiąc, ekstraktem jego gruczołów okołoodbytniczych, które przed obróbka tak oto wyglądają:

Fajne, prawda?

No tak, od perfum przeszłam do ich składników, które wyglądają zgoła nieperfumeryjnie. Nawiasem mówiąc, pachnie cyweta znacznie lepiej, niż wygląda. Jest to znany w perfumerii składnik służący do utrwalania zapachów, zwłaszcza o nucie drzewno-orientalnej, ponieważ pachnie zwierzęco-cieleśnie. Jeden z niewielu składników zwierzęcych, który do tej pory nie został zastąpiony odpowiednikiem roślinnym ze względu na unikalność zapachu. Większość współczesnych perfumiarzy po prostu go unika, ponieważ koty są hodowane w urągających warunkach i nierzadko męczone w celu pobrania jak największej ilości materiału.

Dom wysokiej mody Jean Louis Scherrer został stworzony w roku 1963 przez ucznia Christiana Diora Jeana Louisa Scherrera. Do klasyki przeszły sukienki koktajlowe we wzory oraz marynarki.Dom ubierał takie osobistości jak rodzinę Kennedych, Sophie Lauren, Raquel Welch i in.

Pierwszy aromat domu Scherrer został stworzony w roku 1979. Jest to kwiatowo-zielony szypr o klasycznej konstrukcji. Nosa, czyli autora na przestrzeniach internetu nie udało mi znaleźć.

Inne zapachy tego domu dla Pań: Scherrer II - owocowy szypr, Nuits Indiennes (kwiatowy orient), S de Scherrer (kwiatowy), Nuits de Scherrer (waniliowo-pudrowy), Immense pour Femme (kwiatowo-waniliowy),Miss Scherrer (kompocik).

czwartek, 22 marca 2012

Nazywam się Maria Lisowska.

Zapachy i aromaty zaklęte we flakonikach to moje hobby, którym zainteresowałam się dopiero kilka lat temu, jak wyleczyłam alergię.

Interesują mnie przede zapachy dawne, tak zwane vintage. Moje ulubione kategorie to zapachy aldehydowe i szyprowe.

Tagi: o mnie
19:17, lis888 , o mnie
Link Komentarze (3) »

Dzisiaj przewrotnie - nie będzie o moich zapachach, tylko o zapachu testowanym.

Na wiosnę poszukujemy zapachów lekkich, rześkich, zielonych i przeźroczystych. Z plakatu reklamującego zapach wyziera sterylność, przeźroczystość, chłód i biel. Dobra, w to mi graj, lubię minimalizm, chłód i biel. Idziemy testować.

Dodam, że wieki temu miałam flakonik Scenta w wersji Floral i pachniał mi jakimś tanim "odekoloniem", ale to było olfaktoryczne wieki temu. Oprócz tego usiłowałam się bezskutecznie przekonać do Odysseja, co zakończyło się pierwszą w moim życiu migreną, za co jestem firmie Miyake dozgonnie wdzięczna - wiedza kluczem do potęgi jest.

Po drodze przez perfumerię była L'eau de Chloe - jeśli ktoś usiłuje nadal zgłębiać tajemnicę, w których perfumach ukryta jest Iso e Super, to tędy droga. W najświeższej nowości od Chloe słuchać Iso plus rachityczną różę po 15 praniach, ewentualnie citronelol czy inne jakieś molekuły udające cytruski.

Uff, dobrnęłam do Scenta, poraziłam się ceną - ponad 400 zł za setkę (tu minimalizmu jakby brak), obejrzałam bardzo ładny flakon. Cudne połączenie lekko zielonkawego gładkiego szkła i z oszronionym, ascetyczny napis - podoba mi się.

Jeden psik na blotter - coś jakby proszek do prania, trudno, trzeba testować na odnożu. Szczodry psik - atomizer leje po ręce - i ból, rozdzierający nozdrza! Potężny haust zagłuszacza smrodu środków piorących w kluczu cytrynowo-świeżym, czyli tak naprawdę najbardziej chemicznym. O żeż ty, dlaczego nikt mnie nie uprzedził! Jeśli to coś to werbena i cytrusy, od dzisiaj mówię i piszę po chińsku. Wszyscy bodaj znamy zapach werbeny (przypomina mi się Ellen O'Hara), nie może być pomyłki - werbeny tutaj niet! Cytrusy nawet obok nie przechodziły. Wszystko to jakiś koktajl Mołotowa mający zazwyczaj zastosowanie w proszkach do białego prania, ten do kolorowego ma chyba bogatszy bukiet.

Kiedy domniemamy akord cytrusowo-werbenowy odpływa (niestety, nie do końca) zgodnie ze zgłoszoną piramidą zapachu, na scenę powoli wychodzi goryczka galbanum i hiacyntu, mająca zapewnić zieleń i wilgoć zapachu. Niestety, ale być może taki był zamysł, hiacynt jest pozbawiony wszelkich znamion kwiatu (coś a la Irys Prady), a "sterylne" galbanum jest chłodne, gorzkie i jadowite, bo nadal w towarzystwie proszku Ariel albo Vizir. Jaśminu nie stwierdzam wcale. Bazy jako takiej nie ma, zapach trwa niezmiennie jakieś 4 godziny, na szczęście stopniowo się wyciszając.

Wąchając  Scenta, przeżyłam coś na kształt prywatnego objawienia - zrozumiałam, o co chodziło w cokolwiek tajemniczej koncepcji "bielszej bieli". Bielsza biel tego zapachu polega na tym, że "biel" - czyli  minimalizm środków finansowych jest jeszcze "bielszy" dzięki zastosowanym składnikom, czemuś na kształt pachnącego DDT, wyżerającego mózg. Bielsza biel jest jadowita i bardzo niebezpieczna, tania, tandetna, ale udająca ascetyczność.

Tak biały i ascetyczny jest lizol, fartuch pielęgniarki, kafelki w szpitalu.

Nos: Daphne Bugey, 2009

To, co poniżej widać, to wszystkie moje obecne flaszki. Jest trochę odlewek,

ale generalnie odlewek nie lubię i przyjmuję je do zapachowej garderoby w sytuacji absolutnego

braku dostępu do flakonu z powodów finansowych lub rzadkości danego zapachu. Flaszeczki zostały wyciągnięte na światło dzienne z garderoby, gdzie siedzą w chłodzie i ciemności na prośbę

współforumowiczów z forumoperfumach.pl, których tu serdecznie pozdrawiam, o ile zajrzeli w to

zapoznane miejsce;)

Zdjęcia nie zawsze są pogrupowane wg klucza, więc lista będzie osobno:

Guerlain

Shalimar i Shalimar Ode a la Vanille - współczesne wersje;

Chamade w miniaturce (perfumy?) i w edt z lat 80-tych;

Chant d'Arome edt z roku 1994?;

Liu edt z lat 80-tych;

L'Heure Bleue edp z 2010 roku we wkładzie do refilla;

Z lewej pyszni się malusieńki flakonik factice L'Heure Bleue.

Chanel

Chanel nr 5 edp w etui z roku 2010, czyli w najfajniejszej współczesnej wersji, w zasadzie resztka; edp splash z lat 90-tych?;

Chanel 22 edt z 2005 roku;

Chanel 19 edt splash z lat 90-tych?;

Chanel Cristalle edp w dużej flaszce i miniaturce.

Obok przycupnęła miniaturka Y YSL, a to dlatego, że nie było jej gdzie wepchnąć

Hermes

Na zdjęciu jest tylko Caleche edt i perfumy, miniaturka Equipage na razie gości gdzie indziej

YSL Rive Gauche 3 flaszki - współczesna edt, przedreformulacyjna edt oraz Intense - współczesny wkład do refilla, obok Calandre Rabanne'a na zasadzie sporego podobieństwa zapachu

Balmain

Tu tylko stara (jak bardzo?) Miss Balmian, nowoczesny Ivoire i malutka miniaturka Vent Vert

Zdjęcie z różnościami wszelakimi:

Joy Patou współczesna edt, Madame Rochas pdt z lat 80-tych?, dwie miniaturki Revillona:

Detchema i Turbulences, z lewej miniaturka perfum Scherrer Scherrer i Grey Falnnel Geoffrey Beene

Opium YSL w wersji perfum i edt, tuz obok nie wiedzieć czemu Caron Pour Une Femme i Infini

Następne zdjęcie to Gold Amouage pour femme edp w towarzystwie Eau de Soir Sisley i Cialengi Balenciagi - stara edt z lat 80-tych?; od lewej Aromatics Elixir Clinique miniaturka i flakon perfum

Cabochard Gres współczesny tester edt i mikro miniaturka, Estee Lauder White Linen edp i perfumy, oraz Azuree EL i Norell Norell współczesna edt

Dior Dune starej formuły i Miss Dior niestety zreformulowana wersja, ale wciąż nie Cherie;) To małe ładne to perfumetka po Serindze Floris odpachniona i napełniona Miss Dior

Mecheri Loukhoum Lauren Safari Carven Ma Griffe edt z lat 80-tych z tyłu skromnie Tea Rose Perfumers Workshop edt przed nią Cuir Lancome w wersji Collection i Arpege

Van Cleef&Arpels First perfumy i edt

 

 

 

 

wtorek, 20 marca 2012
Jest to cytat z wiersza Gertrudy Stein:

Rose is a rose is a rose is a rose
Loveliness extreme.
Extra gaiters,
Loveliness extreme.
Sweetest ice-cream.
Pages ages page ages page ages. 

Kiedy Gertrude Stein zapytano, "co autor miał na myśli", ta odpowiedziała:
"the poet could use the name
of the thing and the thing was really there".

Będę próbowała sprostać temu wezwaniu. Chcę przywoływać obrazy
i zapachy dawno minione,
zapomniane i moim największym marzeniem
jest,
aby zdobyły serca raz jeszcze i na zawsze. Moja miłość do perfum
zaczęła się od
zapachu róży. Ten blog jest dedykowany Królowej Kwiatów.

Skoro już jestem przy inspirujących cytatach, jeszcze jeden, który mi się
spodobał:
A rose by any other name would smell as sweet. 
- Shakespeare, Romeo i Julia
czyli: To, co zwiemy różą, pod inną nazwą równie by pachniało.
W oryginale brzmi znacznie lepiej;) 



Ten blog poświęcony będzie zapachom.

Zapachom zaklętym we flakonach, czyli perfumom.

Ponieważ często dostaję na maila pytania odnośnie perfum, postanowiłam odpowiadać na nie na blogu.

Będę opisywała zapachy, które lubię. I których nie lubię, również. Zjadliwie;(

Opisy, odpowiedzi i wszelkie informacje mają charakter prywatny i nie są ostateczne. Jak wiadomo gusta i stan wiedzy się zmienia. Oby na lepsze;)