Blog o perfumach zapomnianych i vintage

o mnie

czwartek, 03 maja 2012

Alergia kwitnie w najlepsze, dostarczając mi coraz to nowszych "przyjemności" w postaci opryszczki, zapalenia spojówek, przewlekłego kataru i swędzących oczu (po trosze sama sobie jestem winna, bo  nie mogę powstrzymać się od jedzenia jabłek, co w moim stanie równa się samobójstwu na raty).

Widzę światełko w tunelu - zapachy powoli, małymi kroczkami wracają. Wczoraj spędziłam bardzo miły dzień w doskonałym towarzystwie Caleche edt, która mimo niskiej koncentracji jest bardzo trwała i trzymała się na mnie ponad 7 godzin. Więcej nie lubię - bo wtedy zapach już zaczyna przynudzać. Wszystkie ponaddobowe kilery z lekka mnie przerażają swoją trwałością, a raczej bym powiedziała natręctwem.

Piękna karoca ( z fr. caleche - kareta, kolaska) ze stajni Hermes wskutek mojej częściowej anosmii obficie zdobiła moją niewąską kibić, za co wszystkich współpodróżujących komunikacją miejską m.st. Warszawy w tym miejscu serdecznie przepraszam - inaczej bym tej pani nie usłyszała. I tak się cieszę, że nie pokazała mi swojej ciemnej strony, odwracając się do mnie na przykład szarym mydłem, czy stęchłą brudną szmatą.

Wobec powyższego idę zainaugurować leniwy dzień słodkiego prawie-nicnierobienia czymś kilerowato-słodkim. Cuir Lancome czy Opium? A może L'Heure Bleue (współczesny jest bardzo cukierniowy)? Fendi?

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

... bo alergia w końcu mnie dopadła:( Cztery lata intensywnego odczulania zrobiły dla poprawy mojego stanu wiele, ale w piku alergii na pyłki leszczyny nawet mój nos poległ. Pyłki leszczynowe są dla mnie najbardziej agresywne, olcha i brzoza nie czynią takiego spustoszenia w moim powonieniu i reakcjach skórnych. Nie powiem, że nic nie czuję, ale znaczenie słabiej, a co najgorsze - zapachy w moim odczuciu bardzo się zmieniły, zbrzydły. Stało się to z dnia na dzień. Jeszcze 3 dni temu powonienie miałam doskonałe, a od przedwczoraj nie mogę wąchać mojej najulubieńszej Miss Dior! Jest okropna, śmierdzi starą szmatą, Chanel nr 5 Eau Premiere w ogóle istnieje tylko na włosach i to w postaci kisielu cytrynowego, White Linen walą mi indolem i toaletą miejską.

Oczywistym jest, że w takim stanie nie mogę rzetelnie opisywać żadnych zapachów, może poza Cuir Lancome, który jako jedyny ratuje mnie z opresji. Czuje go mocno, jest absolutnie piękny, i tylko nad jednym się zastanawiam - a jak mi to zostanie? Moje ukochane szypry i aldehydy będę musiała wyrzucić, stanę się wielbicielką kompocików? Na razie ich też nie czuję;)

czwartek, 22 marca 2012

Nazywam się Maria Lisowska.

Zapachy i aromaty zaklęte we flakonikach to moje hobby, którym zainteresowałam się dopiero kilka lat temu, jak wyleczyłam alergię.

Interesują mnie przede zapachy dawne, tak zwane vintage. Moje ulubione kategorie to zapachy aldehydowe i szyprowe.

Tagi: o mnie
19:17, lis888 , o mnie
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 marca 2012
Jest to cytat z wiersza Gertrudy Stein:

Rose is a rose is a rose is a rose
Loveliness extreme.
Extra gaiters,
Loveliness extreme.
Sweetest ice-cream.
Pages ages page ages page ages. 

Kiedy Gertrude Stein zapytano, "co autor miał na myśli", ta odpowiedziała:
"the poet could use the name
of the thing and the thing was really there".

Będę próbowała sprostać temu wezwaniu. Chcę przywoływać obrazy
i zapachy dawno minione,
zapomniane i moim największym marzeniem
jest,
aby zdobyły serca raz jeszcze i na zawsze. Moja miłość do perfum
zaczęła się od
zapachu róży. Ten blog jest dedykowany Królowej Kwiatów.

Skoro już jestem przy inspirujących cytatach, jeszcze jeden, który mi się
spodobał:
A rose by any other name would smell as sweet. 
- Shakespeare, Romeo i Julia
czyli: To, co zwiemy różą, pod inną nazwą równie by pachniało.
W oryginale brzmi znacznie lepiej;)