Blog o perfumach zapomnianych i vintage
Blog > Komentarze do wpisu

Lancome Peut-Etre

Zapach Lancome a 1937 roku, wskrzeszony w serii Collection, w towarzystwie m.in. Sagamore, Sikkim, Magie i Cuir de Lancome. Na jeżyk polski ten idiom tłumaczy się jak (nomen omen) - "być może". Z polskim "Być może" (tańszy odpowiednik klasycznej Miss Dior) nie ma nic wspólnego.

Skuszona wielce enigmatycznymi wpisami na nielicznych blogach, skromnym dossier na fragrantice, postanowiłam zainwestować doprawdy skromną kasę, aby poznać ten artefakt z przeszłości. Lancome Cuir jest moim ulubionym zapachem Lancome, niezwykle udaną perełką Collection. Innych - Sagamore i Sikkim (męskie szypry) jeszcze nie znam, tkwią w zakamarkach mózgu w "chotiełkach".

Trochę przerażały mnie początkowe nuty, obiecane na fragrantice - jaśmin i syringa, którą pamiętam (traumatycznie) jeszcze z wersji Florisa; ale, okazja jedna na wiele lat, zaryzykowałam. Miały być: dużo pudru, piżma, szminka, marna trwałość, przyskórność, romantyczne suknie z początku zeszłego wieku, buduar, poduszki, różyczki i inne dyrdymałki, że tak skrótowo i chaotycznie ujmę informacje, zaczerpnięte z różnych źródeł. Przy czym wszyscy piszący mieli do czynienia z moją wersją, jako że poprzednia zniknęła po II wojnie światowej i raczej jest bardzo trudno dostępna w stanie nadającym się do noszenia i wąchania. Z powyższego miszmaszu mózg uczepił się słów: "puder", "piżmo", "szminka", "zapach ludzkiej skóry". Z niecierpliwością oczekiwałam flakonu. Piżmo w perfumach vintage jest moim ulubionym składnikiem, jest naprawdę miękkie, otulające, kremowe.

Nie wiem, jak ująć uczucie, które ogarnęło mnie po pierwszym psiku. Ale może najpierw powiem, co powiedział mi małżonek, bo to on pierwszy rozpakował paczkę, kiedy byłam w pracy i natychmiast do mnie zadzwonił, żeby podzielić się wrażeniami. Nawiasem mówiąc, co najmniej milion razu mówiłam, że nie wolno beze mnie otwierać moich paczek! - oczywiście dlatego, że ja chcę być pierwsza;), ale ma to też znaczenie czysto praktyczne, bo kupuję sporo wintydżów, a one potrafią zdechnąć, jeśli otwiera się je zaraz po przyjeździe. Wielu musi się odstać i uspokoić po podróży (mam specjalny "odstojnik", w którym czeka na swoją chwilę m.in. Mitsouko z 1980 roku w kiepskim póki co stanie), nieraz zajmuję to ponad miesiąc. Ale wracając do rozmowy - pierwszy psik - "ja nic nie czuję, co to za zapach?", drugą paczką było Murasaki Shiseido - "no to może być, taki se" (mąż woli zapachy typu Tabu i Youth Dew).

Mój pierwszy i ostatni psik - morze ostrego współczesnego piżma! W tym morzu pływają malusie wysepki irysa (morderczej syringi tam na pewno nie ma) i dość banalnie wykonany tzw. akord francuski, czyli jaśmin+róża. To wszystko wyczuwam bardziej z domysłu niż z autopsji, bo galaxolide (czy inne tegoż typu piżmo tzw. "białe") nakrywa wszystko grubą pierzyną. Gdybym  miała anosmię na ten składnik - a ma tak ponoć prawie 40% ludzi (w tym mój mąż), to na pewno wyczułabym inne składniki, może nawet dostałabym szminkę;) Niestety, współczesne ostre, drzewno-papierowe, wywołujące kichanie piżma są moim przekleństwem - natychmiast je wyczuwam i zamiast miękkości i przytulności mam uczucie klaustrofobii zamknięta w windzie smrodu pędzącej przez czaszkę i i mózg. Zamiast flanelowej piżamki i ciepłej skóry mam w nosie spraną szmatę do podłogi albo tetrową pieluchę w skrzynce z nieheblowanego drewna.

Peut-Etre dla mnie bynajmniej nie ma "słabego sillage", nie jest "przyskórny", "kojący", wręcz przeciwnie - ma kilometrowy drażniący ogon, jest nieziemsko trwały (na drugi dzień doskonałe wyczuwalny).

Trwa lato, pylą trawy, a ja pożeram w niemożebnych ilościach wszystkie te owoce (pestkowe), na które wskutek alergicznej reakcji krzyżowej jestem uczulona - czyli praktycznie wszystkie, bo nawet truskawka ma pestki, i to o wiele więcej, niż na przykład czereśnia;( Przez to mój węch jest o wiele słabszy, niż w zimie, męczy mnie permanentny katar. Wiele zapachów odbieram słabiej, ale powyższy "przyskórny" i "ledwo wyczuwalny" aromat grzmi na mnie niczym dzwon, co bije, wiadomo "mi"*.

Niestety, werdykt dla mnie jest oczywisty - klasyk został wydany bardzo niechlujnie, i nie wiadomo dla kogo - ci, co mają anosmię piżmową (jakże ja im zazdroszczę!) i ogólnie mniej wyrobione nosy, nic nie czują:(, zaś nie należący do grona wielbicieli aromatyzowanego papieru toaletowego nie mogą znieść tej woni. Chyba że ktoś lubi Kenzo Flower, For Her NR, różne Muscs niszowe i mainstreamowe, to proszę tędy. Ja wysiadam:(

--------

* Dlatego nie pytaj, komu bije dzwon; bije on tobie.

Jonh Donn, Medytacja XVII; motto znanej powieści Hemingwaya.

--------

W tym zestawieniu Murasaki był mi ukojeniem i wynagrodził zielenią, świeżymi pąkami róż i pięknym piżmem zupełnie innej prominencji moje męki. Musi poczekać na występ solo, bo ze splashowej buteleczki najpierw przeleję go w inne, zaopatrzone atomizerem naczynko.

niedziela, 17 czerwca 2012, lis888

Polecane wpisy

  • Nowości ze spotkań perfumeryjnych

    Dwa spotkania perfumeryjne - dużo wąchania, gadania o zapachach, dzielenia się nowymi fascynacjami. Z mojej strony dużo zamęczania innych moimi prywatnymi bzika

  • Dana Tabu

    Oto jaki śmiały poster udało mi się znaleźć do tego zapachu (1932). Więcej posterów można znaleźć tu . Trzeba szukać według firmy, potem według poszczególnych z

  • A Scent Issey Miyake

    Dzisiaj przewrotnie - nie będzie o moich zapachach, tylko o zapachu testowanym. Na wiosnę poszukujemy zapachów lekkich, rześkich, zielonych i przeźroczystych. Z

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
wiedzma_z_podgorza
2012/06/19 15:42:38
To już wiem, skąd została zaczerpnięta nazwa PRL-owskich perfum Być może... ;)
Zapachu nie znam ale wydaje się ciekawy; tak po prostu i pomimo opisu.
Za to rozpakowywać moje listy i paczki bliskich (co prawda rodziców) nauczyłam jeszcze nastolatką będąc. kiedyś odbiór przesyłki do mnie pokwitował Tato a później, zorientowawszy się, że to zakupy z księgarni, postanowił otworzyć. I tak trafił biedaczek na powieść erotyczną. ;) Wyobrażam sobie jego speszoną minę. Odtąd już nikt z krewnych nie otworzył żadnej przesyłki zaadresowanej do mnie. :) Tylko, jak to się na do Twojego Męża? Przecież powieścią erotyczną go nie odstraszysz! ;)
-
lis888
2012/06/19 18:29:32
Z mężem jest ten problem, że on niby się moimi fanaberiami nie interesuje, a skwapliwie testuje wszelkie moje nabytki, i co gorsza, je komentuje w dość sztubacki sposób;(
Pomysł z powieścią erotyczną kupuję, może to go odstraszy;)
-
2014/09/04 18:44:53
W poprzednim wpisie wspominałaś o anosmii...faktycznie dolegliwość ta może być przy Twojej pasji bardzo przykra. To jest tak jakby mieć uczulenie na sztuczną skórę gdy prowadzi się internetowy sklep meblowy i pasjonuje meblami tapicerowanymi...a znam taki przypadek...