Blog o perfumach zapomnianych i vintage
Blog > Komentarze do wpisu

Nowości ze spotkań perfumeryjnych

Dwa spotkania perfumeryjne - dużo wąchania, gadania o zapachach, dzielenia się nowymi fascynacjami. Z mojej strony dużo zamęczania innych moimi prywatnymi bzikami;)

Zostałam obdarowana albo napożyczałam całą masę próbek, miniaturek, odlewek - za co ogromnie dziękuję Odarpi i JustynaNeyman!

Śmierdziel wszechczasów w mojej prywatnej klasyfikacji, czyli "arcydzieło" Sofii Grojsman Nude Billa Blassa przez specjalistkę od chloru basenowego w perfumach został totalnie zdeklasowany do po prostu śmierdziela, bez prawa straszenia dworcową toaletą;( Ja jednak upieram się przy swoim - dla mnie to upojna woń WC na Dworcu Wschodnim w Warszawie we wczesnych latach 90-tych, przełamana zapachem krytego basenu przy Inflanckiej. Wszystkim zainteresowanym tymi unikatowymi perfumami mogę służyć próbką i wiem, gdzie można zdobyć więcej:)

Mój czarny koń, czyli obłędny skórzany szypr Jacomo Chicane nie został przez nikogo doceniony, wobec czego obiecuję, że w możliwie najkrótszym czasie rozsławię go na łamach tego bloga. Będzie dużo szczenięcych zachwytów.

Razem z Justyną i Gustawem zrobiliśmy nalot dywanowy na Superpharm w Złotych Tarasach, wskutek czego Jabłuszko Lolity Lempickiej już cieszy właścicielkę i miłośnika ładnych flakoników:) Wąchałyśmy mnóstwo Escad, pewnie pierwszy i ostatni raz w naszych życiach. Wiosna, człowiek w awitaminozie chce lekkich soczyście owocowych aromatów;)

Z Odarpi odkryłyśmy niezapomniany aromat końskiego moczu So french (dostępny w Sephorze) - na blotterze siuśki konia żyją po dziś dzień. Piramida o tym składniku wstydliwie milczy;(

Moja nowa miłość - Parfum d'Hermes - przepiękny skórzany szypr (z tych z linii irysowej), rozpoczyna się mocnym, ostrym uderzeniem hiacyntu, potem mnóstwo skóry i róży, na blotterze bliźniak - Chicane, na skórze - bardziej miękki, mniej szyprowy, więcej aldehydów, które unoszą aromat. Wysoko na wishliście.

Testowałyśmy z Odarpi różne Cabochardy - w sumie trzy: współczesna edt, edt z lat 70-tych w gazowym sprayu, miniaturka edt z lat 90-tych (?). Szkoda, że perfumy w miniaturce doszły do mnie dopiero po spotkaniu, byłyby ciekawym dopełnieniem naszych testów. Werdykt jednoznaczny - starsze roczniki są bardziej ludzkie! Miękki, nieostry, niewrzeszczący zapach, przyskórny, otulający - tak, Cabochard potrafi być otulający i bardzo, ale to bardzo kobiecy! Szukajcie starszych roczników - od siebie dodam - najlepiej w perfumach - mniej kumaryny, a więcej zieleni i cierpkiej słodyczy, mech bardzo ładny, ogólnie perfumy mają większą gamę i głębię. Współczesny Cabochard jest wg mnie dedykowany raczej panom. Męska skóra jako bardziej tłusta i gorąca, lepiej zaciera wszelkie ostrości i kanty, uwypukla pożądaną dla "prawdziwego mężczyzny" nutkę tytoniu i skóry. Polecam gorąco na równi z klasycznym Aramisem - niemalże bracia bliźniacy, z tego samego ojca zresztą (Bernard Chant), który oprócz wyżej wymienionych miał inne niezwykle dzieci: Aramis Devine, Aramis 900, Aromatics Elixir, Estee dla Estee Lauder.

Testowałyśmy także Miss Balmain z różnych roczników - tu tylko dwa - edt z przypuszczalnie lat 70-tych w gazowym sprayu i współczesna edt. Tutaj różnica była jeszcze bardziej rażąca, niż w poprzednim przypadku. Otóż Miss B. z czasów tuz po rewolucji seksualnej jest bardzo skórzano-piżmowa (pewnie tzw. nitropiżma), niezwykle kobieca, z rodziny skórzanych szyprów, bliska Cabochardowi i Azuree, ale bardziej irysowa, ma więcej mchu od nich. Współczesna pachnie tylko słodkim tytoniem czy tabaką (na mnie, Justyna czuje raczej mokrego peta), czyli kumaryną w niemalże czystej postaci:( Nie ma irysów ani innych kwiatów; mech, czyli najprawdopodobniej evernil słabiutko wyczuwalny, możliwe, że nakryła go grubą kołdrą kumaryna. Miss Balmain we współczesnej wersji jest prymitywna i żeruje na legendzie Germaine Cellier (autorka Miss B - 1967), która w grobie się pewnie przewraca:(

Dostałam od Odarpi flaszeczkę z czystym cashmeranem (syntetyk, mający udawać drewno kaszmirowe - nareszcie wiem, co zacz), który pachnie mokrym spleśniałym drewnem i paczulami, i coś mi świta, że w różnych tzw. drzewnych aromatach już mi dzwonił. Tak na szybko stawiam na nielubiane Perles od Lalique, które ma i drewienka jakoweś (80% Iso E Super), i paczule łzawiące oczy.

Mnóstwo próbek od Odarpi na razie leży odłogiem, lecz niektóre podsumuję w telegraficznym skrócie:

Essence Eau de Musc Narciso Rodriguez - wynosi "musk" poprzez dziurę w czaszce wielkości pięści. Migrena gwarantowana. Absolutnie nie dla tych, którzy wyczuwają obrzydliwe współczesne sztuczne piżma. Mój pachnący papier toaletowy śmierdzi identycznie, bardziej intensywnie, a kosztuje 50 groszy za rolkę. Straszne! Dla miłośników "seksualnych [flanelowych] piż[a]m". Konieczna częściowa anosmia.

For Her edp tej że marki. "Musk" już poza czaszka, ale boli dużo gorzej:( Ludzie!!!! Tego się nie da wąchać! Koszmar w czystej postaci, gazowy atak, wyszukana tortura, która jako żywo przypomina mi epizod z "1984" Orwella z klatką szczurów, które miały wyjadać mózg głównemu bohaterowi. On do wszystkiego się przyznał, jak tylko ich zobaczył. Ja też - zdam wszystkie mety i hasła, powiem, gdzie są tanio najlepsze vintage, tylko zlitujcie się, zabierzcie to ode mnie! Kupować najgorszym wrogom, koleżance w pracy, której życzysz szybkiego zwolnienia, molestującemu szefowi, bogatej cioci/babci, która nie chcę przejść do lepszego świata. Skuteczność natychmiastowa.

Coudray Musc et Fresia. Żeby już zakończyć na dobre temat "seksualnych" piżm i nigdy więcej do niego nie wracać:( Wszystko to co powyżej, bardziej człekolubne, ale nadal papier toaletowy zapachowy produkcji Auchan się kłania. Jakieś owocki kompocikowe, osmantusik, czyli jeszcze więcej owocków i w bazie "białe piżma", czyli piżamy dla tych z anosmią, a dla mnie wiertło doczaszkowe udarowe.

Shaal Nur Etro. Oswojony Orient dla "białych człowieków". Dużo drewien, wetywer na początku, szybko wpadający w objęcia cashmeranu;) Tak, teraz wiem, kto albo raczej co za tym stoi;) W chórkach owocki, kolendra (gdzieże bez niej), bardzo delikatne kadzidło. Doskonały niskobudżetowy produkt dla tych, co chcą mieć aromat do pracy, którym nikogo nie uduszą, i pozostać przy tym w mainstreamie niszowym. Taki lepszy Must Cartiera;)

Jasmine White Moss Estee Lauder Private Collection. Dużo jaśminu i galbanum, wyczuwam również hiacynt, nie zgłoszony w nutach. Dość prymitywny szyperek ("biały mech" pewnie z tegoż mitu, co i "białe piżmo"), bardzo monotonny. Bite trzy godziny pachnie tak samo, pod koniec znacznie ciszej (nareszcie!). Dla tych, którzy lubią białokwiatowe szaleństwo przełamane mokrą zielenią. Za co te pieniądze (300 euro), pytam się retorycznie? Gdyby to kosztowało 10 razy mniej, to byłoby mniej pretensji i patosu, bardziej adekwatnie, słowo daję.

La Perla La Perla. Prosty, przytulny, spokojny, bardzo przyjemny kwiatowo-aromatyczny szypr. Porównywany do Palomy Palomy Picasso, ale kolory dużo bardziej stonowane - raczej sepia. Nie ma szalejącej tuberozy w miodzie, nuklearnej róży, jest trochę owoców, trochę kwiatów, trochę miodu. Nawet kolendra nie jest natrętna - tu mogę ją czuć i nie ma żadnego ale z mojej strony;) Wszystko na swoim miejscu, ładnie zmiksowane, bezpretensjonalne, porządnie zrobione. Zapach się rozwija, jest jakiś, widać konstrukcję, ręce i nogi, sens i urodę niebanalną. Czegóż chcieć więcej za takie pieniądze? Dla miłośników szyprów (podgatunek miodowo-kwiatowy odmiana naturalna, nie mylić ze sztucznym miodem gryczanym Soir de Lune) lektura nieobowiązkowa, ale przyjemna. O stopień wyżej, niż poprzednia pozycja.

Kilka próbek przeszło do rąk moich córek, więc nie będzie nic na temat Casmira Choparda (można po prostu otworzyć paczkę aromatyzatora do piernika albo przejechać koło Polleny Aromy na warszawskich Płudach po południu), Laury Rosee, w tym innym jakimś owocowym zapaszku o błękitnej (sic) barwie.

Dziękuję za uwagę, dalszy ciąg nastąpi.

Specjalne podziękowania dla Justyny Neyman i Odarpi za materiał dla testów i cierpliwość, z także za użyczenie własnego nosa i porady eksperckie.

czwartek, 26 kwietnia 2012, lis888

Polecane wpisy

  • Lancome Peut-Etre

    Zapach Lancome a 1937 roku, wskrzeszony w serii Collection, w towarzystwie m.in. Sagamore, Sikkim, Magie i Cuir de Lancome. Na jeżyk polski ten idiom tłumaczy s

  • Dana Tabu

    Oto jaki śmiały poster udało mi się znaleźć do tego zapachu (1932). Więcej posterów można znaleźć tu . Trzeba szukać według firmy, potem według poszczególnych z

  • A Scent Issey Miyake

    Dzisiaj przewrotnie - nie będzie o moich zapachach, tylko o zapachu testowanym. Na wiosnę poszukujemy zapachów lekkich, rześkich, zielonych i przeźroczystych. Z

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
wiedzma_z_podgorza
2012/04/27 10:55:35
No a weźżesz! ;)
Jasmin White Moss "prymitywnym szyperkiem"?? Bo nikt nie ufajdał go w cywecie ani aldehydami nie przydusił do parteru?
Po prostu jest nowoczesny (albo pochodzący z przełomu wieków XIX i XX, kiedy moda na perfumy wyraziste i hiper-zauważalne dopiero się rodziła). ;) To, że czegoś w życiu by się nie założyło na siebie celem "wyjścia do ludzi" nie znaczy jeszcze, iż zapach jest kompletnie do niczego.
Poza tym: pachnie cały czas tak samo, ponieważ pochodzi z klasycznej szkoły amerykańskiego perfumiarstwa, jak większość starszych (i nie tylko) EL swoją drogą. Powinnaś to wiedzieć. Te zapachy nie rozwijają się w ramach trójpodziału a i niekoniecznie oddają po trochę akordów w przestrzeń. Czasami po prostu "są", stopniowo ograniczając pole rażenia. ;)

Za to w przypadku La Perli na przykład zgadzam się już prawie całkowicie. :) Pachnidło jest bardzo poprawne, jasne, sympatyczne, poukładane, grzeczne. Bez jaj. Kompletnie bez jaj.
Brakuje weń "tego czegoś", co skrywała choćby Paloma.
-
lis888
2012/04/27 11:15:57
Dal mnie Jasmine White Moss ma trochę za mało w sobie - nic się w nim nie dzieje galbanum soluje z nikłym chórkiem jaśminowym, tak jakby ktoś płytę postawił na nieustanne odtwarzanie. No i szypru tam zdecydowanie za mało. Powiedziałabym, że to tzw. modern chypre (cokolwiek to oznacza), a to dlatego, że hiacynt i galbanum ta więcej świrują, niż domniemany mech;)
Odnośnie szkoły amerykańskiej się nie zgodzę do końca - Azuree, Private Collection, Alliage tejże pani rozwijają się, i to jak:) Szypr to szypr, ma własne prawa, i żadna szkoła go nie zmieni. Ot!
-
wiedzma_z_podgorza
2012/04/28 11:42:37
Ee, wychodzi na to, że jestem bardziej tolerancyjna po prostu. ;) Bo i świdrowanie spoza mchu pochodzące mnie nie przeszkadza; byle świdrowało (mogę sobie pożyczyć to określenie w takim kontekście?).
Z wymienionych przez Ciebie ELek na mojej skórze tylko Alliage zmienia się w ewidentny sposób (spoza nich jeszcze Cinnabar i odrobinę Sensuous Noir). Więc cóż...
a kwestia szyprowości pozostaje do rozpatrzenia. :)
-
2012/05/24 23:35:03
Dziękuję i ja za miłe wspomnienie! So French to zapach tak straszny, że kiedy dalam do powąchania blotterek pod nos mojemu mężowi, powiedział "takich rzeczy się nie robi- wolałbym, żebyś mi dała tyłek świni nagle do powąchania!"
A jabłuszko Lempickiej ucieszyło mnie tylko prze pół jednego noszenia, dlatego ma już nową włascicielkę