Blog o perfumach zapomnianych i vintage
Blog > Komentarze do wpisu

Rubikon został przekroczony;)

Właśnie padł ostatni bastion mego "poprzedniego" ja olfaktorycznego - odpłynęły w siną dal do szczęśliwych nabywców - Angel Muglera i Loukhoum Mecheri. Z moich poprzednich wcieleń zostawiłam na pamiątkę malutką odlewkę Poeme, żeby mnie przerażała i zawstydzała;)

W mojej kolekcji nie ma już nic na temat jedzenia, żadnych produktów cukropochodnych. Odchudzam się zapachowo;) zamiast w rzeczywistości - tu brakuje mi motywacji.

Robię coraz bardzie monotematyczna - szypry i aldehydy, z nielicznymi wyjątkami, i dobrze mi z tym. Za uzyskaną kasę nabyłam właśnie (czym prędzej!) Bandita - niestety w wersji współczesnej, bo vintage na razie (oby) jest poza zasięgiem mojego portfela, duże ilości Miss Dior w wersji sprzed reformulacji - wiadro 240 ml edt we flakonie w pepitkę i 50-tka edt we flakonie z podłużnymi żłobieniami. Jak przylecą - wystawie je tutaj do pochwalenia się:)

Miss Dior (przypominam, że mowa o tej klasycznej, z 1947 roku) jako signature scent będzie musiała posunąć się i zrobić miejsce Jacomo Chicane (1971, autor nieznany). Nie szukajcie tego zapachu na fragrantice, jego tam nie ma:( Na basenotes jedna recenzja, absolutnie nie miarodajna. Ciekawą recenzję napisała Paloma na swoim blogu, - ona właśnie zainspirowała mnie do zainwestowania najpierw w miniaturkę edt, a potem w wielka butlę perfum. Jeszcze nie jestem w stanie ochłonąć z zachwytu, żeby się nie jąkać i nie prawic zakochanych andronów, później na spokojnie wyduszę z siebie coś ponad dźwięki nieartykułowane, bliskie jękom orgazmicznym;) Powiem na zachętę, że jest to różano-skórzany - a jakże! szypr, który wciągam jak narkoman działkę.

Garść moich ostatnich zaskoczeń zapachowych (dzięki, Katwo!):

że Jicky Guerlain edt jest słodkie (i nietrwałe),

że Youth Dew najlepsze jest na męskiej skórze (niestety) - wyłania mi się obraz Araba, właściciela co najmniej jednego odwiertu z ropą, w arafatce, białej tunice do ziemi  i z Piagetem na ręku;)

że Tabu Dana (wkrótce więcej) pachnie pięknym mchem dębowym (naturalnym! - przynajmniej z próbki kt. posiadam) już na otwarciu i mimo morderczej dawki cywety jest wartym zainteresowania zapachem.

że istnieje zapach imitujący chlor basenowy zmieszany-nie wstrząśnięty (wstrząśnięta za to jest osoba wąchająca) z lakierem do włosów i domestosem:( Więcej wrażeń po niedzieli, kiedy to potwór zostanie zaprezentowany największej krajowej specjalistce od chloru w perfumach i zostanie poddany badaniom organoleptycznym, podczas których ani jedno zwierzę nie ucierpi.

 

sobota, 21 kwietnia 2012, lis888

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/04/23 12:10:12
Droga Mario. Nie wiesz jak się cieszę, że przekroczyłaś rubikon, ponieważ dzięki temu zostałam szczęśliwą właścicielką Loukhoum. Ku mojemu zaskoczeniu L okazał się bardzo "noszalny" i nie zabija otoczenia, o co wcześniej go podejrzewałam - także wszyscy zadowoleni :) Gratuluję Ci z całego serca bloga - jest świetny. Znawstwo i błyskotliwość to Twoje atuty :) Pozdrawiam ciepło.
-
lis888
2012/04/23 19:22:01
Gwiazdeczko dziękuję za miłe słowa - wiedz, że Twoje zdanie szczególnie sobie cenię.
-
2012/05/24 23:48:44
Ja z kolei zaczęłam od szyprów i aldehydów, tak więc niczego nie musiałam przekraczać. Zapachy 'ładne" miewam, nie zostają na długo, poza nielicznymi wypadkami. w większości moja "kolekcja" to śmierdziele, esencjonalne, gęste, męczące nawet czasem i mnie- ale zawsze drogie mi, jak ktoś, kogo zawsze będę kochać, choć nie zawsze jest dla mnie dobry, ale fascynujący- o, tak!