Blog o perfumach zapomnianych i vintage
Blog > Komentarze do wpisu

Dana Tabu

Oto jaki śmiały poster udało mi się znaleźć do tego zapachu (1932). Więcej posterów można znaleźć tu. Trzeba szukać według firmy, potem według poszczególnych zapachów.

Zapach stworzony przez Jeana Carlesa, autora takich arcydzieł, jak Miss Dior, Ma Griffe, Shociking i Indiscret.

Biorąc pod uwagę rok stworzenia, nie tylko post jest nadzwyczajnie obrazoburczy i kontrowersyjny, ale sam zapach w pełni mu dorównuje. Nie boję się użyć tutaj słowa-wytrychu - "zmysłowy", gdyż w tym wypadku doskonale ono pasuje, mamy tu wszystkie składniki typowo "zmysłowe" i "orientalne": ylang, przyprawy, goździk, cyweta, ambra, benzoin.

Zapach nie jest ładny w potocznym znaczeniu tego słowa. Już na początku narzuca się nosowi bukietem przypraw - kolendra i goździk, jakieś inne przyprawy zaznaczone osobno w spisie nut. Cyweta daje charakterystyczną cielesną nutkę (eufemizm na zapach świeżego potu). Świdrujące przyprawy, pot, ostry wetywer, piwniczny zapach mchu - brzmi jak przepis z księgi jakieś leśnej czarownicy z izby na kurzej stópce. Na pewno obecność przypraw nie nadaje zapachowi charakteru spożywczego, nie ma tu niesprzątniętej szafki kuchennej (vide Kingdom McQueen). Więcej, są one tak umiejętnie zmiksowane, że mamy wrażenie, że właśnie tak ma być - wszystko jest na swoim miejscu, każda nutka ma sens i głos w wyjątkowo zgranej orkiestrze.

Mimo że to woda kolońska, zapach jest dobrze wyczuwalny przez ponad 4 godziny, co najmniej przez 3,5 godziny zostawia w pomieszczeniu ogon. Bezsprzecznie jest piramidozaurem - cały czas się rozwija, nie wykłada wszystkich kart od razu, zaskakuje, zmienia się, i to nie tylko po 30 minutach od aplikacji.

Ja mam gorącą skórę, która zazwyczaj skraca nuty górne do minimum, tak jest i w tym przypadku. Jeśli była jakaś bergamotka i pomarańcza, to je niniejszym pozdrawiam i przepraszam, że nie zdążyłam się przywitać, tak szybko zniknęły (trzeba wziąć poprawkę, że testowałam starą miniaturkę, i możliwe jest, że górne nuty po prostu się popsuły).

Nuty serca też trwają jakieś 3 maksymalnie do czterech godzin, powoli przyprawy cichną, odchodzą - pierwsza kolendra, na samym końcu goździk, i zostaje bardzo ładna baza. Dużo benzoinu, ambretty, sandału; cyweta, mająca przede wszystkim podkreślać nuty środkowe, też się ulatnia grzecznie po jakiś 3 godzinach. Klasykę jednak przełamuje mech dębowy, bardzo dobrze wyczuwalny aż do końca, który znika dopiero razem z nutami dolnymi.

Powtórzę się: Tabu nie jest ładnym zapachem, bo nie taki był jego zamysł, idea. Miał prowokować, oburzać. Przesłanie jest dopracowane w każdym szczególe: od nazwy poprzez reklamę po sam zapach. Wzbudza emocje, nie pozostawia obojętnym, a to wiele znaczy. Nie musimy go lubić (i zapewne nie wszystkim będzie się podobać), ale szacunek z całą pewnością mu się należy.

Rok 1932 - rok powstania zapachu. Jaki Orient był wtedy popularny? Shalimar, Mitsouko - zapachy o zupełnie innej konstrukcji i składnikach, słowo Orient tu miało raczej zastosowanie czysto reklamowe, aniżeli "merytoryczne". W kategorii "zapachu orientalnego" w onaszym obecnym rozumieniu mógł z nim konkurować jedynie L'Origan Coty, i może jeszcze Poivre Carona. Jeszcze świat nie poczuł ani Youth Dew (1952), ani Cinnabar (1978), ani Opium (1977), nie było Samsary (1989). Szał na bezwstydne wonie obezwładniające zmysły jeszcze nie nadszedł.

Ten zapach to starsza siostra Youth Dew, może mniej ładna, ale za to z jakim czystym profilem!

Za możliwość przetestowania Tabu dziękuję Katwie.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012, lis888

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
wiedzma_z_podgorza
2012/04/27 11:00:24
Recenzję Tabu od dawna mam w szkicach i nijak nie potrafię jej skończyć. A najciekawsze, że za cholewcię nie wiem, dlaczego. Zapach jest wyrazisty, naprawdę bardzo dobry, "przemawia" do mnie. Ma historię i udowadnia, że nie musi odcinać od niej kuponów.
A jednak "czegoś" brakuje. Tyleż nie nie jemu a mnie. Jakiś element nie chce wskoczyć na właściwe tory, przez co błądzę jak szkrab w gęstej mgle. ;) Frustrujące uczucie.

A Twoja recenzja świetna! :)
-
lis888
2012/04/27 11:19:07
Spróbuj zrobić mu konfrontację z Youth Dew - podobne do siebie obydwa, a jednak różnica tych 20 lat i czegoś w koncepcji jest bardzo wyraźna i interesująca. Ciekawa jestem Twojej przyszłej recenzji bardzo:)
-
wiedzma_z_podgorza
2012/04/28 11:45:06
A wiesz, że Youth Dew jest kolejnym zapachem, do którego recenzji nie mogę się zabrać? :)) Tym razem nawet nie zaczęłam.
Więc Twój pomysł może być strzałem w 10. Dziękuję Ci za niego! :)
-
2012/05/24 23:42:21
Z przyjemnością czytam kolejną recenzję- i choć do mnie ten zapach nie przemawia (oczywiście wersja współczesna), to z zainteresowanie przyglądam się twojemu odbiorowi, i w ogóle piszesz z nerwem, jajem i w ogóle.
gratuluję!!
-
kuno7ichi
2014/12/19 10:38:41
Ja odkryłam ten zapach niedawno, jest cudowny, na pewno ciekawszy i przyjemniejszy niż youth dew czy opium (wysuszają się na mnie). Po prostu... zapach dla mnie!