Blog o perfumach zapomnianych i vintage
Blog > Komentarze do wpisu

Ma Griffe Carven

Dzisiaj Perfumami Dnia są Ma Griffe Carvena, autorstwa Jeana Carles'a, nosa takich znanych aromatów, jak Tabu Dana (1932), Schocking Elsy Sciaparelli (1937), Miss Dior 1947 (we współpracy z Paulem Vacherem). Ma Griffe (1946) - Mój Podpis - znajduje się w zacnym towarzystwie i warto przyjrzeć się mu bliżej.

Ta wersja zapachu, którą ja posiadam, nie pochodzi z 1946 roku - jest to pdt (parfum de toilette) lat 80-tych albo 90-tych, która wygląda tak:

Foto ściągnięte z internetu. Moja flaszka przybyła z Portugalii, w bardzo dobrym stanie, wszystkie nuty są na miejscu.

Początek każe nam się zastanawiać, czy ten zapach został dobrze sklasyfikowany jako kwiatowy szypr. Otwiera się bowiem  mocnym uderzeniem "mydlanych" aldehydów, które mocno podbijają w górę nutę gardenii i cytryny. Nie ma obowiązkowej świeżej nuty bergamotki w nutach głowy. Moja gorąca skóra w ekspresowym tempie przewija film otwarcia, gardenia i soczysta cytrynka znikają po dosłownie minucie, wchodzi kwiat pomarańczy, potem wsparta na aldehydach mości się róża z jaśminem - klasyczny akord francuski, znany nam dobrze z Piątki Chanel i Arpege, lecz umieszczony dość nietypowo, bo nie w nucie serca. 

Jakże szybko następuje kardynalny przełom, rubież, granica. Nie ma płynnego przejścia, jest wyrwa, po której zapach odwraca kota ogonem, jakby postanowił, że dość tego udawania, przymilania się, że jedna nie warto;) "Serce" bowiem serwuje nam niespodziankę, główną bohaterką której jest jakże perfumeryjnie brzmiący składnik - asafoetyda, inaczej czarcie łajno lub smrodzieniec, gumożywica pozyskiwana z korzeni i kłączy zapaliczki cuchnącej. Wszystkie te wiele brzmiące nazwy są w pełni usprawiedliwione, zapewniam:) Nuta serca pachnie po trosze goryczką startej skórki cytrynowej, gorzkim pudrem mimozowym, styraksem. Świerzbi i kręci w nosie, niepokoi. Zapach staje się gorzki, kurzy się i w tym momencie przypomina mi się klasyczna "babcina szafa", często używane określenie dawnych zapachów na forach perfumeryjnych, stała bywalczyni tematów o perfumach vintage. Jeśli ktoś chcę poznać tę starszą panią z bliska, ona tutaj mieszka. Pani jest narowista i żwawa; czerstwa z niej staruszka - i nie ma zamiaru się komukolwiek podobać. Gorycz nie ustępuje ani na chwilę, starsza pani zmusza nas do prostowania pleców i trzymania głowy wysoko, przypomina, że chęć przypodobania się każdemu to kiepski pomysł na życie. Starsza pani jest feministką! Jej "podpis" jest z pazurem (inne tłumaczenie wyrazu "griffe", nazwa to gra słów).

Zapach cichnie po kliku godzinach, powoli staczając się w bazę. Nie ma w tej bazie ambr ani cielesnych piżm, jest za to styraks, wetiweria i mech dębowy. Benzoina i piżmo zaznaczone, ale to zmyłka dla naiwnych. Stara zołza nie ma zamiaru z nikim się godzić ani za nic przepraszać. Do końca pozostaje sobą i nie przestaje drzeć kotów z naszym nosem;)

Jeśli ktoś lubi starą Miss Dior, stary - sprzed nowego wcielenia Bandit, Sikkim; proszę tędy.

Uwielbiam takie przekorne, zadziorne zapachy. Jednak jest to szypr, przewrotny, bo na początku udaje i oszukuje nas aldehydowo-kwiatowym wstępem w stylu Rive Gauche i First, ale rozwija się i zaskakuje; piramida jego nie jest tylko ozdobą, jak u wielu współczesnych zapachów, wywalających od razu kawę na ławę. Tego aromatu nie sposób ocenić w ciągu 5 sekund podczas krótkiej wizyty w perfumerii;) Lubię ten zapach, bo przygoda z nim to jazda po bandzie i nie dla każdego. Zero słodyczy, przytulności, nic o jedzeniu, naręcze kwiatów tylko po to, żeby dostać nim w twarz i podrapać się kolcami. Doskonały zapach na manifę i do rozmowy z szefem o podwyżkę:)

sobota, 24 marca 2012, lis888
Tagi: Carven

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/03/24 10:03:32
Witaj Mario / tu Kasia ;) /
Chcę Ci powiedzieć, że wczoraj wieczorem podług wypróbowywania nowych zapachów, i ciągłych poszukiwań / wiesz coś przecież o tym /testowałam Ma Griffe. Dotychczas niezauważalna przeze mnie, leżała sobie wśród innych miniaturek. Dorwałam się do niej i nie wiedząc kiedy wylałam całą zawartość na swe ciało.Teraz mam przed sobą pustą / prawie buteleczkę i wsadzam nos i czuję... Mario, jest dobrze, czyli nie ma słodkości, nie ma piżma / przynajmniej ja nie czuję/, jest lekko kolońsko, ciut gorzko...mrrrr...chyba chcę więcej tej, jak to Ty określasz "starszej pani".
kasia
-
2012/03/24 10:14:38
Za Twoją podpowiedzią, w poniedziałek użyję resztkę Ma Griffe i pójdę po podwyżkę do prezesa ;)
Teraz czekam na recenzję Tabu. Mam dwie buteleczki. Jedna maleńka miniaturka, ale w oryginalnej flaszeczce, druga zdecydowanie większa, przedstawia buteleczkę w kształcie skrzypiec. Kupiłam rok temu, ale wiem, że żyje już trochę na tym świecie. Uderzenie mocne. nie wiem, czy odważę się wyjść "ubrana" w nią.
kasia
-
2012/03/24 10:28:32
Kochana, Tabu ja nie mam, czy nie chciałabyś gościnnie zerecenzować ten zapach. Wiesz, on jest nie z mojej beczki.
-
2012/03/24 12:17:23
oj, nie dla mnie takie wyzwania, ale zobaczymy, może, może kiedyś spróbuję opisać tę słodko-mataliczno-cybetowo-mdlącą nutę, taką trochę jak / przepraszam Wszystkich /, nie opróżniony przez kilka dni z uryny nocnik...i niestety nie podpiszę się pod recenzją jednej z Wizazanek, Tabu nie przypomina mi Habanity...