Blog o perfumach zapomnianych i vintage
Blog > Komentarze do wpisu

A Scent Issey Miyake

Dzisiaj przewrotnie - nie będzie o moich zapachach, tylko o zapachu testowanym.

Na wiosnę poszukujemy zapachów lekkich, rześkich, zielonych i przeźroczystych. Z plakatu reklamującego zapach wyziera sterylność, przeźroczystość, chłód i biel. Dobra, w to mi graj, lubię minimalizm, chłód i biel. Idziemy testować.

Dodam, że wieki temu miałam flakonik Scenta w wersji Floral i pachniał mi jakimś tanim "odekoloniem", ale to było olfaktoryczne wieki temu. Oprócz tego usiłowałam się bezskutecznie przekonać do Odysseja, co zakończyło się pierwszą w moim życiu migreną, za co jestem firmie Miyake dozgonnie wdzięczna - wiedza kluczem do potęgi jest.

Po drodze przez perfumerię była L'eau de Chloe - jeśli ktoś usiłuje nadal zgłębiać tajemnicę, w których perfumach ukryta jest Iso e Super, to tędy droga. W najświeższej nowości od Chloe słuchać Iso plus rachityczną różę po 15 praniach, ewentualnie citronelol czy inne jakieś molekuły udające cytruski.

Uff, dobrnęłam do Scenta, poraziłam się ceną - ponad 400 zł za setkę (tu minimalizmu jakby brak), obejrzałam bardzo ładny flakon. Cudne połączenie lekko zielonkawego gładkiego szkła i z oszronionym, ascetyczny napis - podoba mi się.

Jeden psik na blotter - coś jakby proszek do prania, trudno, trzeba testować na odnożu. Szczodry psik - atomizer leje po ręce - i ból, rozdzierający nozdrza! Potężny haust zagłuszacza smrodu środków piorących w kluczu cytrynowo-świeżym, czyli tak naprawdę najbardziej chemicznym. O żeż ty, dlaczego nikt mnie nie uprzedził! Jeśli to coś to werbena i cytrusy, od dzisiaj mówię i piszę po chińsku. Wszyscy bodaj znamy zapach werbeny (przypomina mi się Ellen O'Hara), nie może być pomyłki - werbeny tutaj niet! Cytrusy nawet obok nie przechodziły. Wszystko to jakiś koktajl Mołotowa mający zazwyczaj zastosowanie w proszkach do białego prania, ten do kolorowego ma chyba bogatszy bukiet.

Kiedy domniemamy akord cytrusowo-werbenowy odpływa (niestety, nie do końca) zgodnie ze zgłoszoną piramidą zapachu, na scenę powoli wychodzi goryczka galbanum i hiacyntu, mająca zapewnić zieleń i wilgoć zapachu. Niestety, ale być może taki był zamysł, hiacynt jest pozbawiony wszelkich znamion kwiatu (coś a la Irys Prady), a "sterylne" galbanum jest chłodne, gorzkie i jadowite, bo nadal w towarzystwie proszku Ariel albo Vizir. Jaśminu nie stwierdzam wcale. Bazy jako takiej nie ma, zapach trwa niezmiennie jakieś 4 godziny, na szczęście stopniowo się wyciszając.

Wąchając  Scenta, przeżyłam coś na kształt prywatnego objawienia - zrozumiałam, o co chodziło w cokolwiek tajemniczej koncepcji "bielszej bieli". Bielsza biel tego zapachu polega na tym, że "biel" - czyli  minimalizm środków finansowych jest jeszcze "bielszy" dzięki zastosowanym składnikom, czemuś na kształt pachnącego DDT, wyżerającego mózg. Bielsza biel jest jadowita i bardzo niebezpieczna, tania, tandetna, ale udająca ascetyczność.

Tak biały i ascetyczny jest lizol, fartuch pielęgniarki, kafelki w szpitalu.

Nos: Daphne Bugey, 2009

czwartek, 22 marca 2012, lis888

Polecane wpisy

  • Lancome Peut-Etre

    Zapach Lancome a 1937 roku, wskrzeszony w serii Collection, w towarzystwie m.in. Sagamore, Sikkim, Magie i Cuir de Lancome. Na jeżyk polski ten idiom tłumaczy s

  • Nowości ze spotkań perfumeryjnych

    Dwa spotkania perfumeryjne - dużo wąchania, gadania o zapachach, dzielenia się nowymi fascynacjami. Z mojej strony dużo zamęczania innych moimi prywatnymi bzika

  • Dana Tabu

    Oto jaki śmiały poster udało mi się znaleźć do tego zapachu (1932). Więcej posterów można znaleźć tu . Trzeba szukać według firmy, potem według poszczególnych z

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
olfaktoria
2012/04/01 20:41:40
Absolutnie nie zgadzam się z Twoją opinią dotyczącą tego zapachu - toż to skandal tak po nim, mówiąc, a raczej pisząc kolokwialnie, jechać! ;-) A tak serio, to ja osobiście bardzo lubię ten zapach. Przypomina mi zapach świeżo skoszonej trawy (swoją drogą to według badań jeden z najbardziej lubianych przez ludzi zapachów). Właśnie skończył mi się flakon i przymierzam się do kupna następnego.

Moim zdaniem to nie jest łatwy w odbiorze zapach - albo się komuś podoba albo nie. Nie powiem też, że mnie spodobał się od razu, wręcz przeciwnie - jego walory doceniłam dopiero po jakimś czasie. Moim zdaniem A Scent jest zapachem dla osób lubiących takie perfumy jak: Eau de Campagne Sisley, Chanel no. 19 czy Escale e Pondichery Diora. Tym, którzy nie lubią tak świeżych i specyficznych zapachów, A Scent z pewnością nie przypadnie do gustu.
-
2012/04/01 21:16:19
Musze powiedzieć, że uwielbiam świeże zapachy, 19-tka to mój fetysz;) Eau de Champagne nie lubię, moim zdaniem to popłuczyny po Eau de Soir. Lubię natomiast z zielonych zapahców wyżej wzmiankowany, oprócz tego Vent Vert Balmain, Balmain de Balmain, Cristalle Chanel, Pour Monsieur tejże, Scherrer klasyczny, Safari. Jest tego trochę.
Jak na mój niuch w A Scent za dużo jest chemii, takiej "chemii niemieckiej", która jak wiadomo jest lepsza od polskiej;), bo wali po nosie o wiele bardziej zdecydowanie. Ta chemia jest bezczelna, naga i nie przykryta niczym, żadnym listkiem figowym jakichkolwiek naturalnych składników. Najbardziej wkurzyła mnie werbena - tańszego składnika ze świecą szukać, i nawet tego tu pożałowano. Nieodżałowana werbena z L'Occitane nie pozostawia wątpliwości co do tego, że tędy ona nie przechodziła.
Za zapach skoszonej trawy w perfumach odpowiada zazwyczaj kumaryna, której tu nie ma (do powąchania w Aramisie, na przykład).
Tu czuje zapach świeżo skoszonej kapusty (jak mówi mój 15-letni syn), czyli kasy, i to za nic:(